Siostra mojego męża przebywa w „Domu Pod Aniołem” od 26.06.2012 r. Już od kilku dni zastanawiałam się, czy nie jest za wcześnie na wystawienie opinii. Szymborska napisała, że „Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy. Z tej przyczyny zrodziliśmy się bez wprawy i pomrzemy bez rutyny...”. A ja mimo wszystko chciałabym ułatwić decyzję osobom stojącym przed dylematem, z jakim moja rodzina zmierzyła się jakiś czas temu. Pytania i myśli nie pozwalające zasnąć, niepewność, tworzenie „teorii spiskowych”, dodatkowo potęgowane opiniami o innych domach opieki wyszukanymi w internecie – uspokoiły się po spotkaniu z właścicielami i obsługą domu „Pod Aniołem”, i całkowicie zniknęły już po pierwszym tygodniu pobytu.

Odwiedzamy Renię co najmniej raz w tygodniu. Jest uśmiechnięta, po prostu pełna życia. Uczestniczy w życiu „Domu”, a „Dom” w jej życiu. „Dom” jest bardzo komfortowy, uważam jednak, że jest to sprawą wtórną. Najważniejsza jest atmosfera – Renia czuje się potrzebna. Na stronie domu czytamy „NASZ DOM”, i wcale nie ma tu przesady. Kończę słowami księdza, Tego " od głupich dzieci" „Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka gdyby wszyscy byli silni jak konie gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości gdyby każdy miał to samo nikt nikomu nie byłby potrzebny”. Renia już znalazła swojego Anioła Sami tworzymy swoje magiczne miejsca, odwiedzając w nich siebie. Dziękuję właścicielom Pani Ani i Panu Witoldowi Młodak oraz Pani Irence, Pani Karolinie i Panu Wojtkowi.