W Trzech Króli nie mogliśmy iść w żadnym orszaku - ale przecież nasze ograniczenia nie przeszkadzają nam, aby pójść i spotkać drugiego człowieka - choćby tego, który najbliżej - a może właśnie tego. Tak powstało to nasze "kolędowe popołudnie" - wszyscy się zakrzątnęli, zorganizowali, przystroili, naznosili dekoracje, lampiony, sianko... A przede wszystkim nastroili serca... Wszystkiego dokładnie tyle, aby mogło być pięknie. I było. I jest. I mamy nadzieję , że święto będzie w nas trwać.